Header

Ewa Giurkowicz

Ewa Giurkowicz: Pisarka, malarka, poetka, blogerka, dziennikarka (Magazyn „Zmiany w życiu”) i copywriterka, psycholożka biznesu, trenerka terapii ruchem i śmiechem. Autorka powieści „Niebieskie puzzle” i „Zamieńmy się”. Propagatorka świadomego stylu życia. Miłośniczka rozwoju duchowego, medycyny naturalnej, energoterapii, tańca, fotografii i podróży. Mama 10-letniej Igi. Z Irlandią związana od 12 lat.

Fragment książki „Zamieńmy się” Ewa Giurkowicz (Gyurkovich), Wydawnictwo Dygresje, 2018.
Strony 67-71


„Lena oczywiście zaproponowała, że podwiezie Adę, ale ta postanowiła się przejść. Do domu przyjaciółki miała niedaleko, poza tym chciała trochę pobyć sama – zanim wróci do swojego kolegi z dziecięcych lat, który chwilowo oskarża ją o ćpanie…
Już po minucie stwierdziła, że spacer był doskonałym pomysłem. Zapowiadał się wyjątkowo piękny, kwietniowy wieczór. Dawno nie chodziła po mieście o tej porze. Właściwie, odkąd ma auto – chyba nigdy.
Szła powoli i chłonęła oczami każdy widok: każdy budynek, billboard, bramę. Zupełnie tak, jakby przez lata miała zamknięte oczy i wreszcie je otworzyła. Czasem trzeba zamienić się z kimś oczami, by umieć znów coś naprawdę dostrzec…
Po około piętnastu minutach znalazła się w najspokojniejszej, a zarazem najpiękniejszej części centrum – na starym mieście. Alejki, pełne sędziwych drzew, pachniały świeżą, jeszcze skromną, nowo narodzoną zielenią, a słońce zachowywało się, jakby nie chciało schować się za horyzont. Leniwie kładło blade promienie na korony jeszcze wątłych kasztanowców. Ada delektowała się spokojnym powietrzem pustych, cichnących dróg, obłożonych kostką brukową i otoczonych kamiennym murkiem. Urocze, malutkie kawiarnie i sklepiki gasiły światła, za to w stylowych pubach zaczynała powoli rozbrzmiewać muzyka zachęcająca do ponownego wyjścia z domu. Kelnerki w czarnych polarach, jeszcze bez fartuchów, walczyły z dużymi, rozkładanymi stołami, a barmani przetaczali po kostce brukowej metalowe beczki z piwem.
Stare miasto zauroczyło ją na nowo. Dokładnie tak jak przed kilkoma laty, kiedy sprowadziła się tu do Mirka. Jej przyszły mąż miał wtedy w tej okolicy mieszkanie. To tutaj zaczynali wspólne życie. W ciągu dnia pędzili na rowerach na uczelnię, a po powrocie potrafili godzinami wałęsać się po starych uliczkach, wstępując co jakiś czas na filiżankę kawy.
Ku zaskoczeniu i rozczarowaniu kobiety, pewnego dnia Mirek sprzedał tę uroczą kawalerkę w kamienicy i za uzyskane pieniądze wyremontował dom, który Ada odziedziczyła po swojej rodzinie. Zrobił to wszystko w ramach prezentu urodzinowego, podczas gdy Adrianna była na wymianie studenckiej we Włoszech. Później, dzięki sprzedaży mieszkania, stać ich było również na wesele i na udziały Mirka w kancelarii. No i niedawno – na lokal dla niej…
Mirek lubił takie niespodzianki. Oczywiście wszystkie zawsze przemyślane, przekalkulowane i korzystne, a przy tym z rozmachem i klasą – jak przystoi na szanującego się prawnika. I choć dobrze jej się mieszkało w dużym, odnowionym domu poza miastem, to jednak wciąż jakoś nie mogła do końca wybaczyć mężowi, że o sprzedaży mieszkania zdecydował sam. Tak naprawdę z dnia na dzień pozbył się części jej życia, za którą Ada tęskniła, będąc za granicą na dwumiesięcznym wyjeździe.
Dotarła do budynku, w którym kiedyś mieszkali. Przystanęła i spojrzała w górę – w ich dawnym oknie wisiały inne zasłonki, na parapecie kwitły inne kwiaty. Poczuła ukłucie w sercu. Ruszyła dalej.
Nie zważając na późną porę, wspięła się na spory pagórek, rozciągający się nad ich byłym osiedlem. Usiadła na wilgotnej trawie, dokładnie tam, gdzie kilka lat temu stanęła ze sztalugą, żeby namalować swój pierwszy w życiu olejny obraz. Widok był równie piękny jak dawniej: czerwone dachy przedwojennych kamienic, stary wiadukt, a w tle niekończący się las – wielki rezerwat przyrody. Wciąż ciężko jej było uwierzyć, że niecały kilometr dalej znajdowało się ścisłe centrum. Kiedyś wszędzie mieli blisko. Teraz musiała dojeżdżać do centrum nawet pół godziny.
To znaczy, nie w tym tygodniu. W tym szalonym tygodniu może przynajmniej pozwolić sobie na zwykły, najzwyklejszy spacer po mieście.
Przez chwilę siedziała w ciszy i w zadumaniu – nie mogła zrozumieć, czemu przestała tu przychodzić.
– Niespodzianki Mirka… – parsknęła do siebie. I nagle poczuła ogromną tęsknotę za tamtymi czasami. Za brakiem aut, domów, psów, własnych biznesów i obowiązków… Za swoimi lawendowymi zasłonkami w oknie! Za lekkością, za ogromem czasu, który teraz przemija im na staniu w korkach. Za tym, że nie potrzebowali żadnych wielkich niespodzianek, bo życie zaskakiwało ich na co dzień!
Ada nie mogła pojąć swojego zachowania. Od dwóch dni nie było jej w domu, z mężem, i zamiast tęsknić za ich teraźniejszym życiem, ona wzdychała za przeszłością. A przecież wreszcie wszystko im się poukładało, szło wręcz jak po maśle! Dlaczego tak jest, że myśląc o przyszłości, zwykle marzymy o dobrobycie, a myśląc o przeszłości – wzdychamy za czasami, kiedy mieliśmy najmniej pieniędzy…?
Adę przeszył dreszcz. Postanowiła odciąć się od tych niepokojących refleksji. Pocieszyła się stwierdzeniem, że kiedy jest ciężko, zawsze ucieka się myślami do tego, co było kiedyś. A przecież sytuacja Adrianny była naprawdę trudna: jej mąż myśli, że jest zdradzany, a ona nie może nic zrobić, bo jest w ciele swojej przyjaciółki…
Schodząc z górki, nabrała trochę animuszu. Zawsze jest jakieś wyjście. Przecież mogłaby coś zrobić. Na przykład – powiedzieć Mirkowi o wszystkim! W końcu by uwierzył i wszystko zrozumiał. Ale rzecz w tym, że nie chciała… Miała bowiem niepowtarzalną szansę na przekonanie się, czy Mirek naprawdę chce być właśnie z nią.
Owszem, jest idealnym mężem i nie ma wątpliwości, że kocha swoją żonę. Pytanie – jak bardzo? Nie chodzi tylko o Lenę. Jeszcze zanim się pojawiła w ich wspólnym życiu, Ada miewała chwile, kiedy sama czuła, że nie jest dla Mirka ideałem. Na przykład podczas każdego urlopu, gdy Mirek chciał wylegiwać się z żoną na plaży aż do zachodu słońca, by marzyć o ich przyszłych dzieciach, ale ona wolała iść na lokalną imprezę, żeby z tubylcami cieszyć się teraźniejszością… Czuła to też za każdym razem, gdy mąż wracał do domu zmęczony, a ona nie miała dla niego obiadu. I gdy nudziła się na sympozjach, konferencjach, networkingach, na które Mirek ją zabierał. Wtedy też czuła, że jej mąż mógłby być z kimś bardziej dla niego odpowiednim. Albo przynajmniej z kimś zupełnie innym…
Gdy doszła do chodnika, przyspieszyła kroku, nieco zalękniona, co będzie dalej z tym wszystkim. Nagle wróciły do niej sceny z minionego dnia. Przeraziła się, bo przecież Mirek mógł doznać jakiegoś urazu… Tymczasem wyrachowana, a może jedynie walcząca o przetrwanie część niej podpowiedziała coś niegodziwego: „Nawet dobrze, że dostał w głowę, przynajmniej będziemy miały lepszy pretekst, żeby martwić się, gdy nie będzie odbierał telefonu…”. Nie zdążyła tego do końca pomyśleć, a już się żachnęła: „Ada, co z tobą do cholery!”. Sekundę później pojawiła się kolejna zaskakująca myśl: nie miała wyrzutów sumienia z powodu walnięcia w głowę ukochanego mężczyznę!
„A może miałam na to ochotę?”.
Adrianna jeszcze bardziej przyspieszyła. Poczuła rosnące zdenerwowanie i dziwną niestabilność. Ciało Leny zaczęło wysyłać jej sygnały, których do tej pory nie znała. Zmierziło ją to. „Czyli tak zachowuje się Lena, gdy się stresuje?”. Żeby zagłuszyć swoje myśli, puściła radio w telefonie. Zrobiło się ciemno i zimno. Znajome okolice wydawały się teraz wrogie, nieznane, tak samo, jak ciało jej przyjaciółki…
Po chwili wkroczyła na obcą przecznicę i szybko zorientowała się, że się zgubiła. Zatrzymała nadjeżdżającą taksówkę i podała adres mieszkania Leny.
To był najosobliwszy spacer w jej życiu.”

https://www.facebook.com/ewagiurkowicz/

https://www.facebook.com/ewa.gyurkovich

instagram: ewa_giurkowicz


www.mamainaczej.pl

https://zmianywzyciu.pl/author/egyurkovichgmail-com/

8

Leave a Reply

Your email address will not be published.